czwartek, 20 lipca 2017

Kamień na kamieniu, na kamieniu kamień...

Wracając, jak gdyby nigdy nic, do tematu....

Tylko balowa część domu nie wymagała większej ingerencji. Właściwie nie wymagała żadnej. Piękne, ręcznie ciosane bale oparły się upływowi lat i cieszą oczy do dziś. Dziurki po kołatku pracowicie zajmują co roku jakieś osowate, a walkę z nimi dzielnie prowadzą sikorki (i chociaż od środka ma się wrażenie, że to co najmniej dzięcioły, to nie, jednak sikorki, bo sprawdziłam). Resztę domu trzeba było jednak nieco "przysposobić". Dziś o kamiennej części.

Kamieniak był dumną siedzibą ... byka. Tak. Po prostu była to kamienna obórka, w której Babcia Aniela chowała sobie byczka albo dwa. O tym, jak z obórki powstała kuchnia kiedy indziej. Dzisiaj pokażę jak zmieniła się ta część frontu domu.

Na początku było tak. Malowniczo i praktycznie jednocześnie. Pod warunkiem, że chowałeś byki...




Krótko mówiąc, tak:



Pomijając te wszystkie cegły, sama robota kamieniarska była wcale niezła. Ale my mieliśmy swoją koncepcję i tu trzeba się było dobrze zastanowić. Jak zrobić, żeby nowe wtopiło się w stare. I jak to zrobić jednymi rękami...

Powoli.

Okno zdecydowaliśmy się w ogóle zamurować, natomiast drzwi Dżon zamurował do połowy i tak powstało nowe okno. O tak:

Nasze prywatne lochy...


Tak to wyglądało od środka...


A tak od podwórka...

Zamurowane okno od obórki.



Były drzwi i nie ma drzwi. Jest za to okno z pięknym kamiennym parapetem. Przy okazji  Dżon "wyciągnął" na tą stronę wodę, żeby było łatwo podlewać. Inaczej musielibyśmy chyba za każdym razem ciągnąć wąż przez środek chałupy... Albo ulicą, dookoła domu. Już to widzę... kilometry węża ogrodowego i defilada ulicą (no, wielkie słowo "ulica"). I jeszcze modlić się, żeby ktoś nie przejechał... Nieeee, no przecież sąsiedzi nie jadą tu szybciej niż 60, jak to kiedyś usłyszeliśmy... To nic, że droga wąziutka, jak to w górach...

No i w tym momencie zostało właściwie tylko wstawić okno.

Wstawione okno kuchenne od środka.



Wszystkie okna, czyli właśnie to i okna na poddaszu, robił nam bardzo dobry fachowiec, pan Maciek z Żywca. On wymienił wszystkie okna i drzwi Babci Anieli, a że zrobił naprawdę dobrą robotę zdobyliśmy na niego namiary i nie żałujemy. Świetny stolarz, jesteśmy szczerze zadowoleni. Okna oczywiście są drewniane. Dzięki Bogu nikt nie wpadł na to, żeby tej staruszce zaaplikować plastikowe okna. Uffff...



Myślę, że wyszło fajnie. Było z tym roboty i kombinowania, ale tu już tak jest. Wszystko kosztuje trzy razy tyle roboty i dziesięć razy tyle kombinowania, myślenia, liczenia, przymierzania, itp., itd.


To był rok 2013. A tak to się ma teraz...

Na okienko w kuchni zrobiłam na szydełku siatkową firankę w kwiatkowy wzorek. Myślę, że pasuje idealnie...



W tle artystycznie przycięte tuje sąsiada...


Już prawie nie widać żadnej różnicy. Tak, jakby nigdy nie było drzwi, nigdy nie było obórki, nigdy nie było byka. A był. Dlatego teraz mamy kuchnię "po byku"!



I to by było na tyle.
Następnym razem pokażę, jak Dżon zrobił nowe wrota do stodółki.
Pozdrawiam i zapraszam do nas znów!

😊

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz