piątek, 7 kwietnia 2017

Bez szopy ani rusz

Rzecz to wiadoma, że żaden mężczyzna bez szopy koło domu nie da rady. A i kobicie się szopa przydaje, przyznaję. Tak więc, bez zbędnego deliberowania szopa stała się pierwszą poważną inwestycją. Ależ dom miał szopkę, a jakże. Nawet była w jakiś sposób częścią domu, bo do jej wnętrza prowadziły drugie dni wyjściowe. I dopiero z szopy wychodziło się na podwórko. Szopka miała również swą dodatkową funkcję. W jej czeluściach zbudowana była wygódka… I jeszcze jedną – była schronieniem dla Burka, który miał z niej swoje osobiste wyjście. Jak na psią budę była ogromna. Jak na szopkę przeciętna. Ale większej nie potrzeba, więc nowa ma podobne gabaryty.





Stara szopa nadawała się tylko do rozbiórki.


Rozebranie tego przybytku wymagało sporo samozaparcie, albowiem bałagan był tam niezły. Tak to bywa w miejscach, których nikt nie porządkował od lat. A kto miałby to robić, skoro Babcia Aniela była starowinką. Nie na jej siły i wiek takie przedsięwzięcia. Dodatkowo woda tryskająca z wierconej studni zlała nieszczęsną budowlę do cna.



Jakby mało było bałaganu, przy wierceniu studni wszystko zalała woda...

Ale Dżon dał radę tej katastrofie. Do prac rozbiórkowych przystąpił systematycznie i fachowo.



Już prawie można się wziąć za nową.

A potem już można były tworzyć nowe. Najpierw wylany został fundament, w którym skończyły swój żywot przeróżne walające się po obejściu bloczki betonowe,  potłuczone cegły, stare dachówki. Wszystko zabetonowane i przykryte kostką stało się szopkową podłogą, a częściowo jest niewielkim tarasem przy wyjściu z domu.




A potem mury (a właściwie nowiutka konstrukcja z drewna) pięły się już do góry…

Konstrukcja ścian szopy przykryta OSB.

Szopa ma być praktyczna, ale czy nie może być też ładna? Zdobienia muszą być :)


Drzwi do szopy.


Przy okazji Dżon zbudował tylną ścianę stodółki. Wrota stodółki wychodzą na drugą stronę.


Szopa była gotowa w listopadzie 2012 roku, pokryta gontami. Reszta dachu musiała czekać na swoje gonty jeszcze kilka lat. Dopiero w 2015 roku Dżon "dojrzał" do najpoważniejszej części remontu - wymiany dachu. Wcale nie dziwne. Robił wszystko w pojedynkę, więc takie przedsięwzięcie wymagało starannego planu.



Od wewnątrz OSB, na zewnątrz obite deskami świerkowymi. Bardzo solidne, bardzo stabilne. Drewniane ściany zostały zapokostowane i to w zupełności wystarczy.

Nowa szopka jest krótsza, by wychodzić bezpośrednio na podwórko, a nie do jej wnętrza. Ale za to jest teraz wyższa, a przez to pakowniejsza i ustawniejsza. Czegóż ona w sobie teraz nie pomieści 🙂





W swej krótkiej historii szopa zdążyła być już domem dla rodziny trzmieli, a nawet przygarnęła na noc młodego kosa, ku rozpaczy rodzicielki. Ale czy to nasza wina, że te ptaki są takie ciekawskie… Młody nawet nie wyglądał rano na speszonego…

Na koniec małe „przed i po”:



Gdyby nie zdjęcia, już żadne z nas nie pamiętałoby, jak tu było na początku. A zmiany są duże :)

Zapraszam ponownie. Następnym razem przeniosę nas na drugą stronę domu.

Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz