- A to jest kuchnia, tak?
- To była kuchnia. Tak.
- To co teraz tu jest?
- Tutaj teraz jest łazienka. Kiedyś Ci o tym opowiem.
- To gdzie jest kuchnia?
- A, tam...
- Ale tam jest obórka... Hmmm....
- Nie. Tam była obórka. Teraz jest kuchnia. Dobrze, że byk tego nie widzi, bo albo by mu się we łbie poprzewracało, albo dostałby zawału i padł...
No, tośmy sobie pogadali, a teraz o czym właściwie była mowa?
Kuchnia Babci Anieli (tak miała na imię właścicielka domu, której zresztą już nie poznaliśmy, a ponieważ odeszła w sędziwym wieku, mówimy o niej zawsze Babcia Aniela) wyglądała tak, jak na zdjęciu poniżej. Czysta i dość niedawno odnowiona, z drzwiami na podwórko i blisko wygódki w szopie. Okno, trzy pary drzwi i kuchnia na węgiel. Typowy, malowany olejną farbą kredens, stolik, krzesło, łóżko. No, dobrze. Może być. Ale w domu nie było łazienki, a tak już nie może być. Gdzie zrobić więc łazienkę? I wyszło, że to jest jedyne miejsce. W ten sposób z domu zniknęły łososiowa kuchnia... i "rustykalna" obórka. Niestety, nie jak za skinieniem czarodziejskiej różdżki...
![]() |
Zdjęcie kuchni zrobione w dzień zakupu. Słabej jakości, ale daje pojęcie, jak to wszystko wyglądało. |
A teraz drugie zdjęcie poglądowe - od czego zaczęliśmy nową kuchnię:
Taaaa, widzicie już tą kuchnię oczami wyobraźni. Jestem pewna... |
Kuchnia czy łazienka, o czymkolwiek tutaj się nie pisze, z góry możecie przyjąć, że roboty było w bród. Zacznijmy od kuchni. Tak to mniej więcej wyglądało, choć zdjęcia z absolutnego początku nawet nie mamy. Tu już stoi drabina i kobyłki. Czyli widać ślady bytności człowieka... Sporo deliberowania, liczenia, sprawdzania, kalkulowania, trochę szczęścia, i ogrom pracy - to przepis na kuchnię w obórce.
O zamurowaniu drzwi na zewnątrz i wstawianiu okna pisałam poprzednio, a teraz o tym, co było w środku. Całe pomieszczenie zbudowane jest z kamieni, niektóre z nich są naprawdę duże. Przez to konstrukcja jest stabilna. Od tej strony nie było żadnego problemu. Problem natomiast był z tym, jak doprowadzić wodę i odprowadzić ścieki. Palec Boży, łut szczęścia? Przy wyrównywaniu posadzki naszym oczom ukazały się jakby wymarzone dla takich celów szczeliny w ścianie... I po problemie :) Łut szczęścia czy palec Boży?
Wszystko to mogło się dziać w listopadzie tylko dlatego, że wcześniej wstawiliśmy już okno, a Dżon zbudował tutaj drugi komin. Koza, która tu wciąż jeszcze stoi, grzała jak szalona, więc robota mogła się posuwać do przodu.
Żeby wylać posadzkę i myśleć o podłodze trzeba było to wszystko wyrównać.
Kuchnia, wyrównywanie gruntu pod posadzkę. |
Poziom, który i tak tutaj był niższy, jeszcze trochę poszedł w dół. Wynieśliśmy stąd sporo kamieni, a do naszej kuchni schodzi się po kamiennym stopniu.
Do kuchni po schodkach... |
Teraz już z górki, co? O nie!!! Widzisz ten sufit? No nie, to nie jest żaden sufit. To jest Moi Drodzy piękny, stary strop Kleina.
Strop Kleina. |
Taaaa, stary to on niewątpliwie jest. Ale czy piękny? Strop oczywiście był otynkowany, pobielony, ale Dżon chciał mu dać szansę. Już nie powiem, ile razy pożałował, zanim skończył z nim robotę. Ale co, zostawić połowę? Nie, no można przecież zasłonić tą starzyznę pięknym sufitem podwieszanym i zamontować w nim lampki. No, przecież teraz wszyscy tak robią... Och, żeby któraś z tych cegieł ze stropu spadła nam na głowę, gdyby powstała w niej taka myśl...
Z czyszczeniem była prawdziwa katorga, ale sami zobaczycie.
Pomieszczenie jest spore, ale dość ciemne przy swoich kamiennych ścianach i jednym oknie. Postanowiliśmy zostawić tylko jedną kamienną ścianę, a resztę przykryć jednak płytą kartonowo-gipsową.
Ta ściana została.
|
Później Dżon dokończył podłogę...
A wszystko zaczęło wyglądać tak:
Nowa kuchnia w starym domu.
|
A propos.... Jak Wam się podoba strop?
Tutaj z bliska:
Oczyszczony strop Kleina.
|
Później można już było powoli wstawiać to i owo...
No, a potem to już poszło wszystko, co w kuchni niezbędne. Nawet pralka się zmieściła. Nie mam żadnego "godnego publikacji" zdjęcia z tu i teraz, ale postaram się poprawić w przyszłości :)
I jak Wam się podobała ta kuchenna rewolucja?
Następnym razem pokażę zagładę starej kuchni i co z tego wyszło...
Pozdrawiam i zapraszam do nas znów...














